Archive | Listopad 2012

Ogłoszenia o pracę: 4 wskazówki jak zwiększyć szanse na pracę.

Wysyłasz zgłoszenia na dziesiątki ofert, ale nikt nie odpowiada? Taka strategia to tylko strata Twojego czasu a później złudne nadzieje, że ktoś oddzwoni. Warto zmienić strategię z ilości, na jakość. Przedstawiamy 4 wskazówki jak zwiększyć szanse na pracę i rozpoznać ogłoszenia, na które nie warto aplikować.

Przeglądając strony z ogłoszeniami w internecie natrafiasz codziennie na dziesiątki ogłoszeń o pracę. Aby wybrać najlepsze dla siebie przede wszystkim należy się dobrze zapoznać z treścią ogłoszenia, 2 razy je przeczytać, że zrozumieniem.

Im mniej informacji ogłoszeniodawca podaje w ogłoszeniu, tym bardziej powinno wzbudzić to Twoje podejrzenia. Szukaj konkretnych informacji związanych z firma ogłaszającą, oferowanymi warunkami, miejscem pracy, wymaganiami, opisem wykonywanych zadań i informacji jak aplikować na dane stanowisko. Powinieneś wybrać od 1 do 5 ogłoszeń dziennie, na które wyślesz zgłoszenie.

Ogłoszenia z małą ilością konkretnych informacji w stylu: „poszukujemy różnych zawodów: monterów, spawaczy, mechaników i tokarzy” mogą świadczyć, że ogłoszeniodawca nie posiada żadnych „prawdziwych” ofert pracy a jedynie zbiera listę kandydatów żeby z niej skorzystać jak już pojawi się praca kilka tygodni później. Nie trać czasu na aplikowanie na tego typu ogłoszenia.

Na co zwracać uwagę?

1.       Data publikacji ogłoszenia:

Często zdarza się, że przedawnione lub nieaktualne oferty nie są usuwane z portali ogłoszeniowych i widnieją na nich tygodniami. Podczas przeglądania ofert postaraj się znaleźć informacje, kiedy dana oferta została opublikowana. Jest szansa, że ogłoszenia opublikowane w tym samym tygodniu są w dalszym ciągu aktualne. Jednak, jeżeli oferta została opublikowana 3 tygodnie temu a w treści ogłoszenia jest napisane „praca od zaraz” lub „praca od poniedziałku” wówczas nie ma sensu aplikować.

 

 

 

 

2.       Przedstawione wymagania:

Większość ogłoszeń o pracę zawiera wypunktowane wymagania, które należy spełniać żeby zakwalifikować się do wyjazdu. Zwróć uwagę, że czasami wymienia się wymagania konieczne oraz wymagania tzw. „mile widziane”. Nie trać czasu aplikując na ofertę pracy, jeśli nie spełniasz wszystkich wymagań koniecznych. Są to często wymagania, których nie da się obejść ze względu wymogi jakości i bezpieczeństwa w zakładach pracy. Dla odróżnienia, wymagania mile widziane nie są już tak ważne i jeżeli ich nie spełniasz to nadal warto ubiegać się o pracę. Jeżeli firma nie znajdzie innej osoby, która spełnia wymagania mile widziane to zaproponują pracę pozostałym osobom. Pod warunkiem oczywiście, że wymagania konieczne są w tym wypadku spełnione.

3.       Opis wykonywanych zadań

Nawet, jeśli spełniasz wymagania konieczne to nie znaczy to jeszcze, że to praca dla Ciebie. Zapoznaj się z opisem zadań i zastanów się czy potrafisz to wykonywać i czy już cos takiego robiłeś. Każda praca jest inna i jeśli pracowałeś w danym zawodzie nie oznacza to, że poradzisz sobie w każdej pracy na tym stanowisku. Może się zdarzyć, że spełniasz wymagania konieczne np. 5 lat doświadczenia, jako mechanik lub fitter, ale nie potrafisz pracować samodzielnie z rysunkiem, ponieważ Twoja poprzednia praca nie wymagała tego! Upewnij się, że opisane zadania wykonywałeś już wcześniej lub umiałbyś wykonać, jeżeli nie to odradzamy aplikowanie. Musisz być szczery przed samym sobą.  Nie warto oszukiwać, bo możesz narazić się na trudności związane z pojechaniem za granicę do pracy, której nie umiesz wykonywać i odesłaniem do domu po 1 dniu pracy. W najgorszym wypadku będziesz musiał wrócić do domu na własny koszt i na własną rękę. Nie ma co liczyć na to, że nauczysz się pracy na miejscu. W zakładach przemysłu ciężkiego nie ma czasu na naukę ani nie ma taryfy ulgowej, zakłady oczekują, że dana osoba jest fachowcem, jest wykwalifikowana i doświadczona, pracuje dobrze i szybko, zna zawód i żadnego zadania się nie boi.

4.       Jak odpowiedzieć na ogłoszenie:

Musisz uświadomić sobie, że na jedno ogłoszenie aplikują dziesiątki a może nawet setki osób. Jeśli nie spełniasz wymagań zostajesz odrzucony już na wstępie. Jeśli jednak spełniasz wszystkie wymagania to i tak musisz się postarać żeby Twoja kandydatura została zauważona w gąszczu aplikacji. Ważne jest żeby zastosować się do wytycznych podanych w ogłoszeniu o tym jak aplikować. Jeżeli ogłoszeniodawca podaje listę dokumentów wyślij wszystkie wymienione dokumenty. Niepełne aplikacje są najczęściej od razu kasowane. Nie ma sensu tez zamiast wymaganych dokumentów wysyłać wiadomości z pytaniami o dodatkowe szczegóły. Rekruter, który otrzymał 100 odpowiedzi na ofertę pracy nie będzie tracił czasu, nawet 5-10 minut, na odpisanie do osoby, o której nawet nie wie czy spełnia wymagania. To Ty musisz najpierw pokazać, że je spełniasz, że umiesz czytać ze zrozumieniem i że masz wszystkie wymagane dokumenty. Najczęściej wymagane są: szczegółowo napisane CV oraz kopie certyfikatów związanych z zawodem, w którym ubiegasz się o pracę np. spawalniczych, cięcia i sczepiania palnikiem, bezpieczeństwa w pracy VCA/SCC a także kopie dowodu osobistego lub paszportu. Przygotuj wcześniej kopie tych dokumentów w formie elektronicznej (skany) żebyś później, gdy zobaczysz właściwe ogłoszenie, mógł od razu aplikować na daną ofertę i wyprzedzić pozostałe kilkadziesiąt osób.

A Ty na ile ogłoszeń dzisiaj odpowiedziałeś?

Reklamy

„Zwiedziłem wiele zakątków świata” o pracy kontraktowca Andrzej Mielnikowski.

Pan Andrzej Mielnikowski z Gdanska jest pracownikiem BBL od 2012 roku. Obecnie pracuje w stoczni remontowej w Holandii, jako mechanik. Ma za sobą wiele lat kontraktów zagranicznych na lądzie i na morzu.

 

 

 

Od jakiego czasu pracuje Pan w Holandii?

Od pól roku, ale nie jest to pierwszy raz, kiedy tu pracuję. Wcześniej, w latach 90-tych pracowałem 4 sezony na Morzu Północnym w sektorze Holenderskim. Bazę mieliśmy w miejscowości Schiedam i stamtąd wychodziliśmy na rurowcu na Morze Północe do układania rur transportujących gaz i ropę.

Czym rożni się praca w stoczni polskiej od pracy w stoczni holenderskiej?

Tutaj będę chwalił swoje podwórko, pracowałem w Gdańskiej Stoczni Remontowej gdzie działania były wykonywane według sporządzonych planów, praca była bardzo dobrze zorganizowana. W Holandii nie ma dużej różnicy. Nie ma chaosu, ale nie ma też takiego pośpiechu, tak zwanej polki galopki, czyli dążenia do zrealizowania planu za wszelką cenę.

Jak wygląda Pana dzień pracy?

Na chwile obecną zaczynam pracę na zmianę popołudniową, czyli na godzinę 16-tą. Po przybyciu na stocznię odbijam kartę zegarową, przebieram się w odzież zabezpieczającą i idę do foremana, czekam na rozdysponowanie do danej pracy. Jeżeli pracujemy 8 godzin wówczas są 2 przerwy, jeśli powyżej 8 godzin to przerwy są 3. Przerwa krótka tzw. kawowa trwa 10 minut, przerwa długa, czyli lanczowa trwa 30 minut. Stocznia ma stołówkę gdzie można kupić cieple posiłki oraz co ważne, darmowe automaty z woda i gorącymi napojami jak herbata, kawa, kapuczino, kakao a nawet zupki.

Czy pracuje Pan też w weekendy?

Jeżeli jest potrzeba to również pracuję w weekendy, w zależności od zapotrzebowania.

Jakie jest Pana ulubione danie i jakie dania Pan najczęściej je w Holandii?

Spośród ulubionych dan, które sam przyrządzam wymieniłbym mięsa np. schab, karkówka pieczona lub nadziewana czosnkiem, kotlet z zasmażaną kapusta i ziemniaczkami lub z ryżem czy kasza i do tego kompot lub okazjonalnie piwko. Musze przyznać, że, mimo iż lubię i potrafię dobrze gotować to jestem kulinarnym leniuchem. Na wyjazdach niestety często brakuje czasu na przygotowywanie czasochłonnych potraw.

Jak zaczęła się Pana przygoda z pracą na morzu?

Po skończeniu szkoły rozpocząłem pracę w Gdańskiej Stoczni Remontowej, gdzie bylem zatrudniony, jako mechanikPodczas jednego z remontów, w ostatniej jego fazie, tankowiec przechodził 3 dniowe próby morskie, w których wziąłem udział i w ten sposób zainteresowałem się możliwością pracy na morzu. Pływałem wiele lat, jako Fitter Maszynowy, Motorzysta i Fitter Pokładowy, zatrudniany bylem przez agencje zagraniczne np. norweskie, angielskie z siedzibą w Polsce. Zwiedziłem wiele zakątków świata m.in. Włochy, Holandię, Niemcy, Hiszpanię, Japonię, Stany Zjednoczone, Kubę, Wenezuelę, Brazylię.

Czy przypomina Pan sobie jakieś trudne lub niebezpieczne sytuacje, które przydarzyły się podczas pracy na morzu?

Muszę powiedzieć, że nieszczęścia mnie omijały, choć bylem świadkiem nieszczęśliwych wypadków. Nigdy jednak nie było to nic drastycznego.

Pamiętam też jedną trudną sytuację na Morzu Północnym, podczas rejsu na masowcu, już w trakcie powrotu do portu z pełnym ładunkiem był blackout i stanął silnik główny, musieliśmy sztormować. W pierwszym momencie był strach w oczach, ale wyszły po nas holowniki i wyszliśmy gładko z tej sytuacji, mieliśmy dobrego kapitana.

Jakie są pozytywne i negatywne aspekty pracy na morzu?

Wśród negatywnych aspektów na pewno muszę wymienić rozbrat z rodziną. Tym bardziej, że nie mogę powiedzieć, iż urodziłem się marynarzem. Nie pochodzę z rodziny z tradycjami marynarskimi a sam wyjazdy rozpocząłem dopiero po kilkunastu latach pracy w przemyśle stoczniowym.

Pozytywny aspekt to oczywiście wynagrodzenie, które było i jest wyższe niż w przypadku pracy na lądzie w stoczniach.

Jaka radę mógłby Pan dać ludziom, którzy chcieliby zacząć pracę na morzu?

W przypadku młodych ludzi najlepsza rada, jaka mogę dać to nie zaniedbać nauki angielskiego, język to podstawa! Często dobra znajomość języka otwiera drzwi do światowej kariery. W dalszej kolejności wymieniłbym też zaangażowanie, nieustępliwość w dążeniu do celu i chęć nauczenia się zawodu.

W przypadku ludzi trochę starszych, którzy myślą o pracy na morzu, dochodzą dodatkowe czynniki jak rodzina. Jest to trudna decyzja do podjęcia, która może zaważyć na życiu osobistym. No cóż, nie zawsze też marzenia idą w parze z rzeczywistością.

W jaki sposób nauczył się Pan angielskiego?

Moj angielski jest niedoskonały, zacząłem uczyć się go dosyć późno. Jak zaczynałem przygodę z morzem język nie był aż tak kluczowym czynnikiem jak jest dziś. Dopiero po pewnym czasie zaczęto zamieniać rosyjski na angielski, chcieliśmy pokazać zachodowi, że my również mówimy po angielsku. Pracowałem wówczas w kampanii, która zorganizowała nieodpłatnie kurs języka angielskiego, czteromiesięczny. Ja, co prawda uczestniczyłem w nim tylko 2 miesiące a później wyjechałem do Anglii, ale złapałem podstawy i później cale życie je doskonaliłem. Człowiek znający podstawy języka, przebywając, pracując w miejscu gdzie mówi się po angielsku zaczyna łapać nowe zwroty, uczy się i doskonali.

Czy wyjeżdżając na kontrakty ciągle w nowe miejsca z nowymi ludźmi łatwo jest się zaaklimatyzować, przyzwyczaić do nowych miejsc? Czy człowiek nie czuje się wyobcowany?

W chwili obecnej mój syn i ja pracujemy na tej samej stoczni w Holandii. Syn poszedł w ślady taty, chciał pracować na morzu. Rozpoczął studia i wypływał 6 miesięcy, w czasie, których zaliczył 4 rejsy. Niestety los nie był tak łaskawy dla niego jak dla mnie i w tak krótkim czasie jak 4 rejsy przeżył więcej trudnych sytuacji niż ja w czasie całej mojej kariery, m.in. jednostka, na której służył została zaatakowana przez piratów. Na szczęście wyszli z tego obronną ręką, ale syn chwilowo zraził się do morza.

Pamiętam też sytuacje z lat 90-tych, kiedy podczas pracy na statku dowiedziałem się o poważnej chorobie w rodzinie. Przełożeni błyskawicznie zorganizowali mi powrót do Polski z Morza Północnego, z szelfu francuskiego. W przeciągu 8 godzin byłem już w domu. Bylem zdumiony, że spotkałem się z takim zrozumieniem i życzliwością ludzką. Są momenty, kiedy wydaje się, że obce nacje są tak bliskie jak swoja, a zdarza się za granicą, że nie można polegać na swoich rodakach w potrzebie.

Jak Pan znosi życie na kontraktach i rozłąkę z bliskimi, jakie ma Pan sposoby na chandrę?

Podczas pracy na morzu najdłuższe kontrakty trwały nawet do pól roku. Chandrę i tęsknotę zagłuszałem starając się być jak najbliżej innych ludzi, przebywanie w towarzystwie pozwala zapomnieć o trudnych chwilach. Innym sposobem na chandrę była ucieczka w książkę, w muzykę czy w dobry film.

Wydawałoby się, że kariera kontraktowca to ciągłe starania o kolejna pracę. Jak się znajdowało pracę kiedyś a jak dziś? Czy zauważył Pan duże zmiany?

W czasach socjalizmu nie było problemu z pracą, można powiedzieć, że to praca znajdowała mnie. Dzwoniono do mnie z ofertami. Teraz również firmy do mnie dzwonią, ale prawdą jest, że musze się tym sam interesować bardziej niż kiedyś. Dawniej skuteczna metodą znalezienia pracy było przekazywanie informacji między kolegami. Dzisiaj pracy szuka się za pomocą Internetu, ale nie przeceniałbym znaczenia Internetu w tym zakresie, ponieważ często poczta pantoflowa działa szybciej niż Internet i Internet jej nie wyparł. Mógłbym pokusić się o stwierdzenie, że poczta pantoflowa i Internet maja równorzędne znaczenie przy szukaniu pracy.

Czy Pana zdaniem w pracy kontraktowca są możliwości rozwoju zawodowego i awansu po szczeblach kariery?

To zależy od kilku czynników, od pracodawcy i od samego zainteresowanego. Często sprowadza się to do kwestii uprawnień, czyli certyfikatów kwalifikacyjnych, które trzeba zdobyć żeby awansować. Pytanie brzmi czy pracodawca ma możliwość zainwestować w pracowników wysyłając ich na kursy i wyrabiając uprawnienia. Czasem zdarza się, że firma proponuje sfinansowanie potrzebnych uprawnień pół na pół, czyli połowę pokrywa zainteresowana osoba a połowę pracodawca. Prawda jest taka, że w obecnej sytuacji samemu trzeba się starać podnosić kwalifikacje, aby być bardziej atrakcyjnym na rynku pracy. Jest duża konkurencja na rynku pracy, w pracy na kontraktach konkurujemy z innymi narodowościami. I tutaj muszę dodać, że podczas wielu lat pracy na kontraktach zaobserwowałem, że Polscy fachowcy wypadają bardzo dobrze w porównaniu z innymi nacjami, są też pozytywnie postrzegani przed pracodawców. Polacy to wielozawodowcy, umieją wiele rzeczy, bywa, że radzą sobie w kilku zawodach, są też dobrze wykształceni. Za granicą tego nie ma, tam jest wąska specjalizacja. Jednak nie przesadzajmy, nie ma ludzi idealnych i zawsze może znaleźć się ktoś, komu cos się nie spodoba.

Co lubi Pan robić w dzień wolny od pracy?

Lubię spacery, jazdę na rowerze i film. Podczas spacerów poznaje okolicę, w której mieszkam na kontraktach, przyglądam się. W Holandii, w okolicy gdzie teraz mieszkam jest możliwość spacerowania, zima również.

Jakie certyfikaty do Norwegii i Holandii?

Certyfikaty Spawalnicze DNV. Co to jest i gdzie w Polsce można je zrobić?

Certyfikaty spawalnicze DNV (Det Norske Veritas) są wymagane do pracy przy statkach, platformach wiertniczych, urządzeniach offshore, stoczniach w krajach Skandynawskich (Norwegia, Szwecja, Dania, Finlandia) oraz w krajach Europy Zachodniej (Niemcy, Holandia).

Można je zrobić w Polsce w ośrodkach w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie, Poznaniu, Gliwicach i Katowicach (adresy i telefony poniżej). Ceny egzaminu to ok 1100 – 1600 złotych (w Holandii można tyle zarobić w niecały tydzień).

Jeżeli umiesz spawać rury, warto zainwestować w certyfikat na rury, pozycja H-L045. Wielu pracodawców zanim zaprosi spawaczy na próbki chce najpierw zobaczyć taki certyfikat. Jest to dla nich gwarancja, ze spawacz jest wszechstronny i będzie umiał pospawać w każdej pozycji.

Jeżeli myślisz o pracy, jako spawacz przy konstrukcjach platform wiertniczych musisz zdobyć uprawnienia DNV na metodę 136 pozycja 6GR. 6GR oznacza pozycję tzw. wymuszoną np. z ograniczonym dostępem lub pod trudnym kątem. Takie certyfikaty również możesz zdobyć w ośrodkach w Polsce.

Informacje kontaktowe do ośrodków egzaminacyjnych przeprowadzających egzaminy na certyfikaty DNV:

GDYNIA:

Inwort Centrum Szkoleniowe Spawalnicze

Adres: ul. Wielkopolska 49a (dawniej Olimpijska 2)

Informacje, zapisy: biuro@iwnort.com.pl,  058 664 96 29 – P. Anna Krasicka

Strona Internetowa: http://www.iwnort.com.pl/egzaminy.html

 

Fundacja Gospodarcza

Adres: ul. Olimpijska 2, informacja i zapisy – pokój 101-102, I piętro

Telefon: 058 622 20 52 lub 058 622 60 17 lub 058 622 82 45

Informacje i zapisy: spawanie@fungo.com.pl, P. Mariusz Januc +48 668 390 893

Strona Internetowa: http://fungo.com.pl/oferta/kursy-spawania.html

Centrum Doskonalenia Kadr Europartner

Adres: Ul. Gołębia 1

Telefon: 058 627 76 82 lub 058 627 76 97

Informacje, zapisy: szkolenia@cdk-europartner.pl lub g.jankowski@cdk-europartner.pl

Strona Internetowa: http://cdk-europartner.pl/index.php?dzial=3&oferta=7

GDANSK:

Weld-Top

Adres: ‎ul. Budowniczych Portu Północnego 17, Gdańsk

Informacje i zapisy:  Adam Mioduszewski +48 508 639 511

Strona Internetowa: http://www.weld-top.pl/index.php

SZCZECIN:

Technic-Control

Adres: 1-go Maja 33, Szczecin

Informacje i zapisy: P. Ryszard Swiderski +48 601 796 597

POZNAN:

 

Centrum Kształcenia H. Cegielski, Poznań:

Informacje i zapisy: P. Roman Walkowiak 061 831 14 38, ts12@hcp.com.pl

GLIWICE:

Ośrodek szkolenia spawaczy ‘Welder’

Adres: Gliwice, ul. Portowa 18

Telefon: 032 231 12 50

Informacje i zapisy: biuro@oss-welder.pl, Michal Urzlicok +48 609 571 363

Strona internetowa: http://www.oss-welder.pl

Ośrodek Spawalnictwa, Mostostal Zabrze

Adres: ul. Towarowa 11, 44-100 Gliwice

Telefon: 32 279 29 91

Informacje i zapisy:   P. Jacek Brachmenski  +48 603 75 92 06

KATOWICE:

CENTRUM SZKOLENIOWE Energomontaż Południe

Adres: ul. Książęca 12, 40-725 Katowice

Telefon: 032 204 63 66

Informacje i zapisy:   osobiście  u P. Jana Jackowskiego lub Grzegorza Gąsiorowskiego

Czy znasz te centra szkolenia i certyfikacji? Czy możesz któreś polecić?