Archiwum | Wywiady RSS for this section

„Norwegia- raj dla wedkarzy” Wywiad z Panem Mieczyslawem Gajdulem

Pan Mieczysław jest uznanym monterem, pracującym dla BBL Contractors. Obecnie przebywa on na kontrakcie w Norwegii. Mieliśmy przyjemność porozmawiania z Panem Mieczysławem, który chętnie podzielił się z nami swoimi wrażeniami z pobytu w Norwegii i pracy na dużym kontrakcie przy budowie mostu.

1. Co skłoniło Pana do pierwszego wyjazdu na zagraniczny kontrakt?

Od 30 lat wyjeżdżam na kontrakty zagraniczne. Było kilka powodów, dla których zdecydowałem się na pierwszy wyjazd. Oczywiście, i pewnie wielu Polaków zgodzi się ze mną, ze jednym z większych powodów wyjazdów emigracyjnych jest sytuacja ekonomiczna i polityczna w  Polsce. Chciałem polepszyć byt swój i swojej rodziny. Nigdy nie chciałem wyjeżdżać z Polski na stale, bo jednak ta tęsknota za krajem zawsze gdzieś była. Miałem wiele ofert pracy, aby się gdzieś „zakotwiczyć” na stale, ale nie chciałam pozostawać na stale poza granicami Polski. Kolejnym powodem wyjazdów kontraktowych była ciekawość światem, ludźmi…Fascynują mnie podróże, wiec odnalazłem  „zloty środek”, aby połączyć przyjemne z pożytecznym- nie mogłem wybrać lepiej!GE DIGITAL CAMERA

2. Współpracuje Pan z firma BBL już od kilku lat. Na którym projekcie pracowało się Panu najlepiej i dlaczego?

Od 8 lat pracuje dla firmy BBL i mógłbym wymienić kilka projektów, na których pracowało mi się bardzo dobrze. Jednym z nich jest projekt, dla którego pracowałem w Holandii i pracuje teraz w Norwegii. Jestem bardzo zadowolony z godzin i nadgodzin, które są mi oferowane. Moje miejsce zamieszkania znajduje się bardzo blisko miejsca pracy, wiec nie czuje zmęczenia i mam więcej czasu dla siebie. W pracy panuje bardzo dobra atmosfera, liczą się z moim zdaniem i opiniami. Jestem zawsze doceniany za to co robię i kim jestem, stad tez wzięła się ta oferta do Norwegii, z której skorzystałem.

3.  Co zaważyło na podjęciu decyzji o pracy na projekcie w Norwegii?

Oczywiście, sprawy finansowe- dobre wynagrodzenie i warunki bytowe. Poza tym, jestem zagorzałym wędkarzem, a Norwegia to raj dla wędkarza!

4. Czym różni się życie w Holandii od życia w Norwegii?

Przede wszystkim jest różnica w cenach produktów, a najbardziej w cenach używek. Jestem osoba paląca, wiec 10 euro za paczkę papierosów może „ zaboleć”. Pomimo cen, to podoba mi się to, ze w Norwegii jest możliwość zakupienia różnych rodzajów produktów spożywczych- rodzaje chlebów, kawior i inne smakołyki.

 

5. Czy zauważył Pan różnice w etyce pracy miedzy Holandia a Norwegia?

Nie zauważyłem wielu różnic. Jedyne co mogę podkreślić to to, ze w Norwegii dużą role odgrywają związki zawodowe, których jest sporo i dbają o to, aby  prawa pracowników były przestrzegane w każdym zakładzie. Norwegowie, jak i Holendrzy nie lubią pracować w nadgodzinach, wiec np. Norwegowie trzymają się swoich 37, 5 godzin tygodniowo.

6. Znajomość języka angielskiego to bardzo ważny atrybut , by wyjechać na kontrakt do Norwegii- gdzie nauczył się Pan języka angielskiego?

Chodziłem na kurs języka angielskiego i wszystkim polecam! Nauczyłem się tez sporo w pracy od osób, z którymi pracowałem, czy pracuje.

7. Czy udało się Panu nauczyć się języka norweskiego?

Niestety, nie mam czasu na naukę norweskiego, bo skupiłem się na pracy.

8. Norwegia postrzegana jest jako kraj szczęśliwych ludzi, którzy nie musza martwic się o prace, zarobki, czy socjalne zabezpieczenie. Czy to jest mit, czy  w rzeczywistości to kraj pozbawiony ponurych i niezadowolonych obywateli?

Tak, zgodzę się z tym w 100%! W latach 70-tych  był to kraj biedny, wiec ludzie zaczęli emigrować do Kanady, czy Stanów. Od momentu odkrycia złoży ropy, czy gazu w Norwegii, ludzie zaczęli wracać z emigracji, a cały kraj odżył i jest teraz uważany za jeden z bogatszych krajów Europy. Oczywiście ludziom żyje się tu bardzo dobrze- nie maja wielu powodów do zmartwień!

 9. Jak postrzega Pan Norwegów? Na pewno norweska mentalność i kultura różnią się dość znacznie od polskiej? Co Pana najbardziej zraziło w ich kulturze, a co wywarło na Panu największe wrażenie?

Nic nie zraziło mnie w takim wielkim stopniu, żebym musiał o ty wspominać. Norwedzy są dość „chłodnym” narodem i może maja lekki dystans do ludzi. Ale generalnie, nie zauważyłem drastycznych różnic pomiędzy mentalnościami. Może tez dlatego, ze mieszkam w  małym miasteczku i wszyscy się tu znają i są dla siebie bardzo życzliwi. Jestem osoba otwarta na ludzi i świat, wiec na pewno pomaga mi to w poznawaniu innych.

 10. Jaki jest koszt utrzymania w Norwegii?

Nie będę mógł odpowiedzieć Pani na to pytanie, ponieważ ja nie wydaje zbyt wiele na utrzymanie. Firma zapewnia mi zamieszkanie i wyżywienie! Koszt na pewno jest trochę wyższy, niż w Holandii.

11. Norwegia jest krajem o pięknych krajobrazach, czy miał Pan czas, aby zwiedzić różne zakątki Norwegii? Która częścią tego kraju najbardziej się pan zachwycił?

Nie miałem zbyt wielu szans na wielkie podróże po Norwegii, ale spodobał mi się Bergen. Fiordy, czy wodospady również wywarły na mnie duże wrażenie. Jak już wcześniej wspomniałem jestem zagorzałym wędkarzem, wiec zachwycony jestem połowami. W chwili obecnej jest dobry sezon na dorsza, a już wkrótce zacznie się czas na łososia, wiec już się nie mogę doczekać.

Reklamy

„W Holandii jest większy szacunek dla pracownika” rozmowa z Panem Łukaszem Roczniewskim

Pan Łukasz Roczniewski jest monterem kadłuba. Z BBL wyjeżdża na kontrakty od 2012 roku. Pracował m.in. w stoczni remontowej Keppel Verolme.

L. Roczniewski edited

Od jakiego czasu pracuje Pan za granicą a od jakiego w Holandii?

 

Pierwsze wyjazdy były w 2007, w Holandii od 2012.

Co skłoniło Pana do decyzji o podjęciu pracy za granicą?

Lepsze zarobki.

 

W jaki sposób szukał Pan pracy? 

Jeżeli chodzi o internet to przede wszystkim wyszukiwarka Google oraz portale stoczniowcy.pl i spawalnictwo.com.pl. Inne sposoby to kontakty. Starsi koledzy, którzy jeździli już wcześniej przecierali szlaki i polecali firmy zatrudniające, do których ja później składałem dokumenty.

Czy miał Pan jakiś niemiły przypadek przy pracy za granicą?

Tak, zdarzyło się. Pojechałem do pracy w Norwegii, spodziewałem się pracy na miesiące a okazało się ze po 4 tygodniach praca się skończyła. Firma, która nas wysyłała tez o niczym nie wiedziała wcześniej, ale pozostał niesmak.

Czym się różni praca w stoczni holenderskiej od pracy w Polsce?

W Holandii jest większy szacunek dla pracownika, nikt nikogo nie pogania. Zwraca się tez dużo uwagi na BHP. W Polsce jest wieczny pośpiech i ciągłe niezadowolenie, praktycznie nie zdarzają się sytuacje żeby ktoś kogoś pochwalił albo okazał zadowolenie.

Z jakimi narodowościami Pan pracuje?

Holendrzy, Turcy, Hiszpanie, Portugalczycy. Holendrzy wydają się sympatyczni i życzliwi, służą pomocą, jeśli są jakieś napisy wyłącznie w języku holenderskim to przetłumaczą.

Jak wygląda Pana dzień pracy?

Pracuję na popołudniówki. Po dotarciu na stocznię przechodzę przez biuro przepustek do szatni, zakładam ubranie robocze. W szatni jest wyświetlacz z imieniem i nazwiskiem pracownika oraz przydział pracy razem z nazwiskiem foremana. Idę na wskazane miejsce. Przychodzi foreman, najczęściej jest to holender, z listą i rozdziela zadania. Co 2 godziny przychodzi i sprawdza czy wszystko w porządku. Są oczywiście przerwy. Podczas przerwy na jedzenie można skorzystać z kantyny lub podgrzać własne danie, są tez automaty z darmowymi napojami. W Polsce też bywały automaty, ale potrzebny był pieniążek żeby zadziałało.

Czy pracuje Pan też w weekendy?

Tak, co drugi weekend pracuję w sobotę i niedzielę, jest to wówczas 7 dni pracy pod rząd.

Co lubi Pan robić w dzień wolny od pracy?

Przede wszystkim odpoczywam i relaksuje się. Lubię spędzić trochę czasu przed komputerem. Również wychodzę zrobić większe zakupy lub spotkać się z kolegami, jeżdżę do centrum Rotterdamu, oglądam, zwiedzam.

W jaki sposób nauczył się Pan angielskiego?

Uczę się od szkoły podstawowej, uczyłem się oglądając programy angielskojęzyczne. Najlepsza forma nauki to po prostu rozmawiać jak najwięcej po angielsku, uczyć się ze słuchu.

W pracy kontraktowca jakie są możliwości rozwoju zawodowego i awansu?

To zależy od pracodawcy i pracownika. Raczej samemu trzeba zabiegać o to, chyba że w zakładach gdzie wykonywana jest praca np. na stoczni jest wymóg posiadania jakichś certyfikatów czy szkoleń, to wtedy pracodawca raczej podejmie działania. Mi się zdarzyło już pracować, jako team leader ze względu na to, że znam dobrze angielski, więc już zrobiłem ten pierwszy mały kroczek do przodu.

Jest Pan młodą osobą, jak Pan widzi siebie za 10 lat: praca na kontraktach zagranicznych czy powrót na stałe do Polski? 

Prawdopodobnie dalej na kontrakty będę jeździł w różne miejsca, zwiedzę kraje Europy – te, w których jest przemysł stoczniowy. Może awansuję do tego czasu i będę pracował w stoczni jako foreman. Myślałem tez o pracy na platformach, ale potrzebne są kursy i ceny tez są trochę zaporowe.

Jak Pan znosi życie za granicą i rozłąkę z bliskimi, jakie ma Pan sposoby na chandrę?

Sytuacje ułatwia internet i Skype, z którego często korzystam. Najlepszy sposób na chandrę to do niej nie dopuścić, spotykam się, więc, ze znajomymi albo oglądam dobry film.

Czy ma Pan jakąś wskazówkę dla młodych ludzi chcących wyjechać za granicę?

Uczyć się języków i nie poddawać się, wysyłać CV, wysyłać CV i jeszcze raz wysyłać CV.

A jak się zabrać za uczenie się języków?

Jak się za to zabrać? Jak najszybciej! Uczyć się pojedynczych słówek technicznych związanych z wykonywanym zawodem.

„Szczęściu trzeba pomagać” Wywiad z Panem Pawlem Klonowskim

P. Klonowski 3Pan Pawel Klonowski, z wyksztalcenia monter kadłuba obecnie pracuje przy długoterminowym projekcie w zakładach produkujących podzespoły do największego w świecie statku rurowa, który wypłynie na wody w 2014. Pan Pawel pracuje z nami od 2012, jest to jego trzeci projekt dla BBL.

 

Co zadecydowało o wyborze ścieżki zawodowej? Czy w rodzinie były tradycje stoczniowe?

Przypadek. Mieszkałem niedaleko Szczecina, pod koniec podstawówki ja i wielu kolegów zastanawiało się nad wyborem szkoły. Stocznia była duża, działała prężnie, wydalało się, że była to dobra decyzja dająca możliwość zatrudnienia. Razem z grupką najbliższych kolegów wybraliśmy szkolę stoczniową.

W jakich okolicznościach był Pana pierwszy wyjazd do pracy za granicą?

Pracowałem wówczas w Stoczni Gdańskiej. Był to moment, kiedy drzwi na zachód się wreszcie dla nas otworzyły a wraz z tym możliwości godnego wynagrodzenia. Jak wiadomo zarobki w stoczniach nie były wygórowane wiec decyzja nie była trudna. Z wyjazdem nie było problemu, działała już wtedy duża liczba firm, wystarczyło tylko mieć fach w ręku. Wybrałem Norwegię.

Dlaczego Norwegia?

Nie było szczególnego powodu. W tym okresie był to bardzo popularny kierunek zresztą jest tak do dziś. I ja tez z tego skorzystałem.

Po kilku latach pracy w Norwegii wyruszył Pan do Holandii. Co się Panu spodobało w tych krajach?

W Norwegii spędziłem niecałe 4 lata, w Holandii około 3.

Norwegia to przede wszystkim piękna przyroda, nieograniczone przestrzenie. Krajobraz gór i morza jednocześnie. Inna sprawa to pomocni ludzie, podchodzący do innych z dużą dozą empatii, życzliwi.

Holandia to z kolei łatwość dostępu do różnych miejsc, do różnych zakątków tego kraju, łatwy dojazd i dobra sieć komunikacyjna. Jako drugi aspekt wymieniłbym realne podejście społeczeństwa do obyczajów, akceptacja pewnych obyczajów, które są piętnowane lub uważane za tabu w innych społeczeństwach.

W jaki sposób nauczył się Pan angielskiego?

Kontakt z angielskim mam szkoły podstawowej. Wprawdzie na lekcjach uczyliśmy się rosyjskiego, ale mama posyłała mnie na dodatkowe lekcje angielskiego. Miałem tez okazję doskonalić angielski w Stanach, gdzie spędziłem wakacje na zaproszenie rodziny. Te wczesne kontakty z językiem na pewno się przydały jednak najwięcej w tym względzie zawdzięczam wyjazdom do pracy za granicę gdzie tak naprawdę oszlifowałem znajomość języka angielskiego i gdzie musiałem sobie radzić w różnych sytuacjach zawodowych i życiowych.

Czy w pracy kontraktowca są możliwości rozwoju zawodowego i awansu?

Oczywiście, że są, wszystko zależy od tego jak bardzo jesteśmy kreatywni, czy szukamy różnych ścieżek, z jaką determinacją szukamy dla siebie miejsca. Ważna jest nasza przedsiębiorczość poparta oczywiście umiejętnościami zawodowymi i doświadczeniem. Czasem trzeba mieć odrobine szczęścia, ale jak wiadomo szczęściu trzeba pomagać.

P. Klonowski warsztat

W jaki sposób Pan pomógł swojemu szczęściu. Ma Pan na koncie już pracę przy projektach, jako Foreman.

Ja swoją szansę dostałem i wykorzystałem w Norwegii, gdzie pracowałem z dużym zaangażowaniem. Każde przydzielone mi zadanie starałem się wykonać jak najlepiej, co zostało zauważone przez mistrza na mojej zmianie i zacząłem dostawać coraz bardziej wymagające zadania. Po pewnym czasie, zostałem przez niego polecony, jako osoba, która potrafi odnaleźć się w różnych sytuacjach przy różnych stanowiskach pracy i maszynach i gdy była potrzeba na wyłonienie osoby, która ogarnie pracę grupy zostałem wybrany.

Jest Pan młodą osobą, jak Pan widzi siebie za 10 lat: praca na kontraktach zagranicznych czy powrót na stałe do Polski.

Mam ogromną nadzieje, że będę mógł być z moją rodziną i jest to dla mnie priorytet numer 1.  Czy to będzie Polska czy inny kraj nie jest już dla mnie aż tak istotne.

Przez pewien czas będzie to na pewno wariant: baza w Polsce i wyjazdy za granicę. W dalszej perspektywie jest to sprawa otwarta. Mam już pewien bagaż doświadczeń życiowych, poznałem ludzi i świat i wierze, że jeżeli będę miał ze sobą rodzinę uda mi się znaleźć przyjaciół i będę umiał założyć dom w innym kraju niż Polska. Trzeba być otwartym na możliwości, nie trzymać się kurczowo sytuacji i miejsc, które nie dają możliwości godnego życia. Z drugiej strony, jeżeli jakimś cudem pojawi się możliwość dobrej pracy w kraju to na pewno z niej skorzystam.

Pomiędzy wyjazdami nawet podejmowałem takie próby i starałem się o pracę w Polsce w kilku miejscach na różnych posadach, lecz okazuje się, że to bardzo skomplikowany proces. Niestety w kraju takie próby często kończą się na tym, że proponowane warunki finansowe nie są zadowalające.

A jeżeli nie Polska, to jaki kraj?

W Norwegii czułem się bardzo dobrze. Inne kraje, które w jakiś sposób mnie fascynują i o których dużo czytałem to Australia i Kanada. Ale jednak to życie weryfikuje nasze plany.

Czy ma Pan jakiś cel zawodowy?

Chciałbym każdego dnia wracając z pracy czuć satysfakcję, że zrobiłem kawałeczek dobrej pracy, że ktoś jest ze mnie zadowolony.  Czy to będę foremanem czy zwykłym pracownikiem, zadowolenie z pracy będzie przynosić mi świadomość, że ktoś z mojej pracy korzysta.

Wydawałoby się, że intensywne wyjazdy za granicę i dystanse nie pomagają w życiu osobistym, w relacjach z bliskimi osobami. U Pana wydaje się, że to życie osobiste właśnie kwitnie, niedawno wstąpił na nowa drogę życia, czy praca kontraktowca nie przeszkadza w życiu rodzinnym?

Rzeczywiście, sam się zastanawiam jak ja to godzę.  Dystanse wymagają od ludzi będących w związkach pewnych przedsięwzięć. Ważne jest daleko idące zrozumienie z dwóch stron. Póki, co jakoś sobie radzę, na pewno nie jest to dobre dla rodziny, że jesteśmy osobno tak długi czas. Mam nadzieję, że już wkrótce będę mógł to zmienić.

Co robi Pan w dzień wolny od pracy?

Przede wszystkim odpoczywam. Praca na kontraktach bywa intensywna, w pracy staram się maksymalnie skoncentrować na tym, co robię, czas wolny zostawiam sobie na relaks. Dużo rozmawiam z rodziną, oglądam filmy, lubię też czytać. Czasem pójdę na spacer, wybiorę się obejrzeć nowe miejsca. Mało jest tego czasu wolnego na kontraktach.

Czy ma Pan jakaś wskazówkę dla młodych ludzi chcących wyjechać za granicę?

Tak, moja rada jest taka żeby wyznaczyć sobie cel takiego wyjazdu i nie zapominać o nim podczas pobytu za granicą. Jeżeli takim celem będzie np. zarobienie pieniędzy na kupno samochodu czy na zaciągnięcie kredytu na mieszkanie to doradzałbym trzymać się obranego azymutu i starać się ciężko pracować, aby cel zrealizować. Każdy ma swoje plany, każdym człowiekiem kierują inne motywacje. Niech wyjazdy za granicę dają ludziom satysfakcję w postaci odnalezienia własnej ścieżki, własnego szczęścia i żeby te plany się spełniały.

„Zwiedziłem wiele zakątków świata” o pracy kontraktowca Andrzej Mielnikowski.

Pan Andrzej Mielnikowski z Gdanska jest pracownikiem BBL od 2012 roku. Obecnie pracuje w stoczni remontowej w Holandii, jako mechanik. Ma za sobą wiele lat kontraktów zagranicznych na lądzie i na morzu.

 

 

 

Od jakiego czasu pracuje Pan w Holandii?

Od pól roku, ale nie jest to pierwszy raz, kiedy tu pracuję. Wcześniej, w latach 90-tych pracowałem 4 sezony na Morzu Północnym w sektorze Holenderskim. Bazę mieliśmy w miejscowości Schiedam i stamtąd wychodziliśmy na rurowcu na Morze Północe do układania rur transportujących gaz i ropę.

Czym rożni się praca w stoczni polskiej od pracy w stoczni holenderskiej?

Tutaj będę chwalił swoje podwórko, pracowałem w Gdańskiej Stoczni Remontowej gdzie działania były wykonywane według sporządzonych planów, praca była bardzo dobrze zorganizowana. W Holandii nie ma dużej różnicy. Nie ma chaosu, ale nie ma też takiego pośpiechu, tak zwanej polki galopki, czyli dążenia do zrealizowania planu za wszelką cenę.

Jak wygląda Pana dzień pracy?

Na chwile obecną zaczynam pracę na zmianę popołudniową, czyli na godzinę 16-tą. Po przybyciu na stocznię odbijam kartę zegarową, przebieram się w odzież zabezpieczającą i idę do foremana, czekam na rozdysponowanie do danej pracy. Jeżeli pracujemy 8 godzin wówczas są 2 przerwy, jeśli powyżej 8 godzin to przerwy są 3. Przerwa krótka tzw. kawowa trwa 10 minut, przerwa długa, czyli lanczowa trwa 30 minut. Stocznia ma stołówkę gdzie można kupić cieple posiłki oraz co ważne, darmowe automaty z woda i gorącymi napojami jak herbata, kawa, kapuczino, kakao a nawet zupki.

Czy pracuje Pan też w weekendy?

Jeżeli jest potrzeba to również pracuję w weekendy, w zależności od zapotrzebowania.

Jakie jest Pana ulubione danie i jakie dania Pan najczęściej je w Holandii?

Spośród ulubionych dan, które sam przyrządzam wymieniłbym mięsa np. schab, karkówka pieczona lub nadziewana czosnkiem, kotlet z zasmażaną kapusta i ziemniaczkami lub z ryżem czy kasza i do tego kompot lub okazjonalnie piwko. Musze przyznać, że, mimo iż lubię i potrafię dobrze gotować to jestem kulinarnym leniuchem. Na wyjazdach niestety często brakuje czasu na przygotowywanie czasochłonnych potraw.

Jak zaczęła się Pana przygoda z pracą na morzu?

Po skończeniu szkoły rozpocząłem pracę w Gdańskiej Stoczni Remontowej, gdzie bylem zatrudniony, jako mechanikPodczas jednego z remontów, w ostatniej jego fazie, tankowiec przechodził 3 dniowe próby morskie, w których wziąłem udział i w ten sposób zainteresowałem się możliwością pracy na morzu. Pływałem wiele lat, jako Fitter Maszynowy, Motorzysta i Fitter Pokładowy, zatrudniany bylem przez agencje zagraniczne np. norweskie, angielskie z siedzibą w Polsce. Zwiedziłem wiele zakątków świata m.in. Włochy, Holandię, Niemcy, Hiszpanię, Japonię, Stany Zjednoczone, Kubę, Wenezuelę, Brazylię.

Czy przypomina Pan sobie jakieś trudne lub niebezpieczne sytuacje, które przydarzyły się podczas pracy na morzu?

Muszę powiedzieć, że nieszczęścia mnie omijały, choć bylem świadkiem nieszczęśliwych wypadków. Nigdy jednak nie było to nic drastycznego.

Pamiętam też jedną trudną sytuację na Morzu Północnym, podczas rejsu na masowcu, już w trakcie powrotu do portu z pełnym ładunkiem był blackout i stanął silnik główny, musieliśmy sztormować. W pierwszym momencie był strach w oczach, ale wyszły po nas holowniki i wyszliśmy gładko z tej sytuacji, mieliśmy dobrego kapitana.

Jakie są pozytywne i negatywne aspekty pracy na morzu?

Wśród negatywnych aspektów na pewno muszę wymienić rozbrat z rodziną. Tym bardziej, że nie mogę powiedzieć, iż urodziłem się marynarzem. Nie pochodzę z rodziny z tradycjami marynarskimi a sam wyjazdy rozpocząłem dopiero po kilkunastu latach pracy w przemyśle stoczniowym.

Pozytywny aspekt to oczywiście wynagrodzenie, które było i jest wyższe niż w przypadku pracy na lądzie w stoczniach.

Jaka radę mógłby Pan dać ludziom, którzy chcieliby zacząć pracę na morzu?

W przypadku młodych ludzi najlepsza rada, jaka mogę dać to nie zaniedbać nauki angielskiego, język to podstawa! Często dobra znajomość języka otwiera drzwi do światowej kariery. W dalszej kolejności wymieniłbym też zaangażowanie, nieustępliwość w dążeniu do celu i chęć nauczenia się zawodu.

W przypadku ludzi trochę starszych, którzy myślą o pracy na morzu, dochodzą dodatkowe czynniki jak rodzina. Jest to trudna decyzja do podjęcia, która może zaważyć na życiu osobistym. No cóż, nie zawsze też marzenia idą w parze z rzeczywistością.

W jaki sposób nauczył się Pan angielskiego?

Moj angielski jest niedoskonały, zacząłem uczyć się go dosyć późno. Jak zaczynałem przygodę z morzem język nie był aż tak kluczowym czynnikiem jak jest dziś. Dopiero po pewnym czasie zaczęto zamieniać rosyjski na angielski, chcieliśmy pokazać zachodowi, że my również mówimy po angielsku. Pracowałem wówczas w kampanii, która zorganizowała nieodpłatnie kurs języka angielskiego, czteromiesięczny. Ja, co prawda uczestniczyłem w nim tylko 2 miesiące a później wyjechałem do Anglii, ale złapałem podstawy i później cale życie je doskonaliłem. Człowiek znający podstawy języka, przebywając, pracując w miejscu gdzie mówi się po angielsku zaczyna łapać nowe zwroty, uczy się i doskonali.

Czy wyjeżdżając na kontrakty ciągle w nowe miejsca z nowymi ludźmi łatwo jest się zaaklimatyzować, przyzwyczaić do nowych miejsc? Czy człowiek nie czuje się wyobcowany?

W chwili obecnej mój syn i ja pracujemy na tej samej stoczni w Holandii. Syn poszedł w ślady taty, chciał pracować na morzu. Rozpoczął studia i wypływał 6 miesięcy, w czasie, których zaliczył 4 rejsy. Niestety los nie był tak łaskawy dla niego jak dla mnie i w tak krótkim czasie jak 4 rejsy przeżył więcej trudnych sytuacji niż ja w czasie całej mojej kariery, m.in. jednostka, na której służył została zaatakowana przez piratów. Na szczęście wyszli z tego obronną ręką, ale syn chwilowo zraził się do morza.

Pamiętam też sytuacje z lat 90-tych, kiedy podczas pracy na statku dowiedziałem się o poważnej chorobie w rodzinie. Przełożeni błyskawicznie zorganizowali mi powrót do Polski z Morza Północnego, z szelfu francuskiego. W przeciągu 8 godzin byłem już w domu. Bylem zdumiony, że spotkałem się z takim zrozumieniem i życzliwością ludzką. Są momenty, kiedy wydaje się, że obce nacje są tak bliskie jak swoja, a zdarza się za granicą, że nie można polegać na swoich rodakach w potrzebie.

Jak Pan znosi życie na kontraktach i rozłąkę z bliskimi, jakie ma Pan sposoby na chandrę?

Podczas pracy na morzu najdłuższe kontrakty trwały nawet do pól roku. Chandrę i tęsknotę zagłuszałem starając się być jak najbliżej innych ludzi, przebywanie w towarzystwie pozwala zapomnieć o trudnych chwilach. Innym sposobem na chandrę była ucieczka w książkę, w muzykę czy w dobry film.

Wydawałoby się, że kariera kontraktowca to ciągłe starania o kolejna pracę. Jak się znajdowało pracę kiedyś a jak dziś? Czy zauważył Pan duże zmiany?

W czasach socjalizmu nie było problemu z pracą, można powiedzieć, że to praca znajdowała mnie. Dzwoniono do mnie z ofertami. Teraz również firmy do mnie dzwonią, ale prawdą jest, że musze się tym sam interesować bardziej niż kiedyś. Dawniej skuteczna metodą znalezienia pracy było przekazywanie informacji między kolegami. Dzisiaj pracy szuka się za pomocą Internetu, ale nie przeceniałbym znaczenia Internetu w tym zakresie, ponieważ często poczta pantoflowa działa szybciej niż Internet i Internet jej nie wyparł. Mógłbym pokusić się o stwierdzenie, że poczta pantoflowa i Internet maja równorzędne znaczenie przy szukaniu pracy.

Czy Pana zdaniem w pracy kontraktowca są możliwości rozwoju zawodowego i awansu po szczeblach kariery?

To zależy od kilku czynników, od pracodawcy i od samego zainteresowanego. Często sprowadza się to do kwestii uprawnień, czyli certyfikatów kwalifikacyjnych, które trzeba zdobyć żeby awansować. Pytanie brzmi czy pracodawca ma możliwość zainwestować w pracowników wysyłając ich na kursy i wyrabiając uprawnienia. Czasem zdarza się, że firma proponuje sfinansowanie potrzebnych uprawnień pół na pół, czyli połowę pokrywa zainteresowana osoba a połowę pracodawca. Prawda jest taka, że w obecnej sytuacji samemu trzeba się starać podnosić kwalifikacje, aby być bardziej atrakcyjnym na rynku pracy. Jest duża konkurencja na rynku pracy, w pracy na kontraktach konkurujemy z innymi narodowościami. I tutaj muszę dodać, że podczas wielu lat pracy na kontraktach zaobserwowałem, że Polscy fachowcy wypadają bardzo dobrze w porównaniu z innymi nacjami, są też pozytywnie postrzegani przed pracodawców. Polacy to wielozawodowcy, umieją wiele rzeczy, bywa, że radzą sobie w kilku zawodach, są też dobrze wykształceni. Za granicą tego nie ma, tam jest wąska specjalizacja. Jednak nie przesadzajmy, nie ma ludzi idealnych i zawsze może znaleźć się ktoś, komu cos się nie spodoba.

Co lubi Pan robić w dzień wolny od pracy?

Lubię spacery, jazdę na rowerze i film. Podczas spacerów poznaje okolicę, w której mieszkam na kontraktach, przyglądam się. W Holandii, w okolicy gdzie teraz mieszkam jest możliwość spacerowania, zima również.